GÓRA

Opowieści kulinarne – Recenzja

Biorąc do ręki “Smaki południowej Italii” Marleny de Blasi (Wydawnictwo Literackie, 2010), nie bierzecie tradycyjnej książki kucharskiej. Zresztą, jak przyznaje autorka na jej wstępie, nigdy taką być nie miała. Mimo tego, znajdziecie w tej książce wiele znakomitych przepisów, które pozwolą na poznanie, czy raczej może jedynie przybliżenie smaków tradycyjnej kuchni ludzi, zamieszkujących południową część Włoch. Piszę “ludzi” nie bez przyczyny, książka o której tu mowa jest bowiem zbiorem przepięknych opowieści o kuchni włoskiej i ludziach, bez których nie mogłaby istnieć. Przygotowywane przez nich potrawy, jak i oni sami, mają własną historię. Granica między życiem ludzi i istnieniem kuchni włoskiej właściwie nie istnieje, ponieważ jak nie jest możliwe życie człowieka bez potraw, tak też nie jest możliwe istnienie potraw bez ludzi.

“Smaki Południowej Italii” zachwyciły mnie przede wszystkim sposobem obrazowania, doborem słów, pozwalającym oddać charakter kuchni południowej Italii. Nie zawsze jednak język pozwala na przedstawienie smaku czy wyglądu potrawy, mimo to de Blasi umiejętnie dobiera określenia, tworzy czasem rozbudowane metafory i porównania, pozwalające na dookreślenie opisywanych rzeczywistości. W taki sposób opisy autorki pobudzają wszystkie zmysły. W pewnym momencie czytania książki, straciłam poczucie czasu i zdawało mi się, że otacza mnie bogactwo zapachów, smaków i kolorów. Zaś po jej przeczytaniu, spojrzałam na własną kuchnię z zupełnie innej perspektywy.

Wielu z nas w ogóle nie zwraca uwagi na to, co je. Poszukujemy łatwych rozwiązań, ograniczając się do dań ze słoika czy sosów zamkniętych w torebkach. A przecież w tych samych sklepach, w których kupujemy gotowe potrawy, znaleźć można też niezmierzone bogactwo przypraw i składników, które pozwolą na przyrządzenie prostych i smacznych dań. Marlena de Blasi nie poszukuje nowych smaków i pomysłów tylko w wykwintnych restauracjach, ale podróżuje wraz ze swym mężem przez biedne miasteczka oraz wsie i tam, dzięki nowym znajomościom, zbiera przepisy na potrawy przyrządzane przez prostych ludzi, którzy podobnie jak ich przodkowie, musieli tworzyć dania z takich składników, jakie udało im się zdobyć, a więc z takich, jakie podarowały im las czy morze. Chociaż sama autorka przyznała, że chyba nigdy nie uda nam się stworzyć przedstawianych przez nią dań tak doskonałych, jak tworzą je Włosi, ale zamieszczone w książce przepisy, choć w części pozwolą na poznanie ich smaków.

Poznawanie kuchni tamtejszych mieszkańców, stało się też pretekstem do poznania ich osobistych historii. Czytając “Smaki południowej Italii”, ma się nieodparte wrażenie, że tu główną rolę ogrywają właśnie ci ludzie, bowiem jak przyznaje de Blasi: “Poznanie tamtejszej kuchni może otworzyć przed nami wrota duszy mieszkańców; powiedzieć o czym myślą i marzą, co wprawia ich w dobry nastrój, co podnieca”. Ludzie ci ponadto ogromnie radują się, jeśli przybysz interesuje się ich kuchnią. Kiedy zauważają to zainteresowanie, są skłonni do wylewnej serdeczności. De Blasi posiada umiejętność słuchania ludzi, w jej tekstach darzy się ich dużym szacunkiem, niezależnie od tego skąd pochodzą, czy są biedni czy bogaci. Zatem mimo faktu, iż pisze książkę mającą przedstawiać smaki, potrawy południowej Italii, historie tych potraw i tworzących je ludzi są równie ważne, nie bez przyczyny więc w wielu nazwach dań kryją się imiona i nazwiska osób, od których pochodzą przepisy lub po prostu takich, które były dla autorki życzliwe.

“Smaki południowej Italii” to także bardzo osobista książką de Blasi. Wyznaje w niej przecież swoje największe sekrety kulinarne, opisuje bardzo osobiste wspomnienia, w których kryje się jej ogromna miłość do Włoch. Ponadto publikacja ta jest niejako syntezą wszystkich notatek, zapisywanych na serwetkach hotelowych czy też czasem, jak wyznaje autorka, na “chropowatych płachtach papieru, w jakie rzeźnicy zazwyczaj owijają mięso”. Te notatki z pewnością po pewnym czasie zyskują wartość sentymentalną. Ponadto zdobycie tradycyjnych przepisów nie byłoby możliwe bez życzliwości samej autorki książki i zawieranych przez nią znajomości, przeradzających się najczęściej w przyjaźnie. Zatem historia ludzi i potraw, jest nade wszystko osobistą historią Marleny de Blasi.

Same przepisy czasem są bardziej wyszukane, czasem mniej. Kiedy autorka opowiada o potrawie, której składniki są trudne do zdobycia, w przepisie proponuje różne alternatywne możliwości pozwalające na ich zastąpienie. Niejednokrotnie też opowiada o tradycyjnym daniu, zaś na zakończenie swojej opowieści, podaje przepis wymyślony przez siebie, a więc możliwy do wykonania z tego, co oferują nam zwykłe sklepy, znajdujące się poza granicami południowej Italii. Sądzę więc, iż z niezmierzonego bogactwa propozycji de Blasi, każdy z nas wybierze coś dla siebie, czym będzie zachwycać swoich najbliższych. “Smaki południowej Italii” nie przedstawiają jednak wszystkich wspomnień, jakie nosi w swej pamięci autorka. Wiele chciałaby jeszcze opowiedzieć i być może wkrótce się z nami tymi historia podzieli.

“Smaki południowej Italii” pokazują zatem jak wspaniała jest kuchnia mieszkańców południowych Włoch, pokazuje jak aromatyczne i smaczne potrawy można wykonać czasem z kilku zaledwie składników. Przede wszystkim jednak opowieści de Blasi skłoniły mnie do odpowiedzenia sobie na pytania: Jaka jest moja osobista opowieść? Jaka jest moja kuchnia i z jakimi wspomnieniami się wiąże? Myślę, że na te pytania powinien odpowiedzieć sobie każdy, bowiem przez pryzmat naszej kulinarnej historii, doskonale można poznać nas samych.

Oceny czytelników:

0 / 5 0

Dziennikarka, promotorka literatury, specjalistka ds. promocji i informacji. Absolwentka filologii polskiej o specjalizacji edukacja medialna. Pracuje z młodzieżą, pisze i realizuje projekty dofinansowane z MKiDN (Idziemy po kulturę, Book Morning Library) oraz wiele innych, tworzonych na potrzeby instytucji kultury.

Napisz komentarz