GÓRA

Konkurs z “Pozłacaną rybką”!

W „Pozłacanej rybce” Barbary Kosmowskiej jeden z bohaterów otrzymał złotą rybkę, by spełniła jego marzenia. Szybko okazało się, że w rzeczywistym świecie złote, magiczne rybki nie istnieją. Napiszcie o swoich największych, życiowych rozczarowaniach. Najbardziej szczere i interesujące odpowiedzi nagrodzę książką. Swoje historie opiszcie w komentarzach pod tym postem.

Książkę otrzymają cztery osoby, których odpowiedzi spodobają mi się najbardziej.
Czas trwania konkursu: do 30 listopada 2012 roku. Nie zapomnijcie o wpisaniu adresu e-mail. Za jego pomocą będę się z Wami kontaktować. POWODZENIA!

KONKURS ZAKOŃCZONY!

Bardzo trudno było wybrać cztery osoby, które otrzymają „Pozłacaną rybkę”. Wszystkie odpowiedzi były szczere i nie było ich wiele, bo pięć. Postanowiłam, że cztery pierwsze osoby otrzymają „Pozłacaną rybkę”. Zaś ostatnia z osób biorących udział w konkursie, Villi, otrzyma książkę niespodziankę! Wszystkim gratuluję i dziękuję za Wasze opowieści! Proszę o przesłanie adresów do wysyłki w wiadomości na fanpage’u lub przez formularz kontaktowy na blogu.

Oceny czytelników:

0 / 5 0

Dziennikarka, promotorka literatury, specjalistka ds. promocji i informacji. Absolwentka filologii polskiej o specjalizacji edukacja medialna. Pracuje z młodzieżą, pisze i realizuje projekty dofinansowane z MKiDN (Idziemy po kulturę, Book Morning Library) oraz wiele innych, tworzonych na potrzeby instytucji kultury.

Komentarze (5)

  • Joasia

    Był taki czas, gdy rozczarowania lgnęły do mnie jak igły do magnesu; wyrastały gromadnie w każdym zakamarku mojego życia. Wszystko szło źle. A zaczęło się całkiem niewinnie….
    Pewnego dnia, a był to wyjątkowo ciepły wiosenny dzień matka mojego ówczesnego chłopaka zaproponowała byśmy wszyscy razem pojechali na przyjęcie komunijne do córki jej kuzynki. Byłam zachwycona…. oznaczało to, że zaczynam “oficjalnie” być przedstawiana jako przyszła rodzina… w każdym razie tak mi to zostało przedstawione.
    Ustaliliśmy, że wspólnie z chłopakiem złożymy się na prezent komunijny. Początkowo prezent mieliśmy ( a miała to być złota bransoleta) wybrać razem … później nasze ustalenia subtelnie zaczęły się zmieniać…. Mój chłopak najpierw wymawiał się brakiem czasu… nawałem pracy … zapominalstwem… Czas mijał. W końcu oświadczył mi, iż miał małą przerwę w pracy i bransoletkę sam już kupił i że zostawił ją u rodziców, bo w końcu i tak pojedziemy autem jego ojca, a po co miał ją wozić w autobusie, jeszcze by ktoś ukradł …
    W dzień wyjazdu “zachorowała” nagle matka mojego chłopaka i w efekcie pojechaliśmy bez niej ( miała mieć straszne hemoroidy i nie była w stanie usiąść)
    W dzień Komunii siedzieliśmy sobie wszyscy razem przy kawie…na szafce zauważyłam “nasz” prezent. Ponieważ nie widziałam bransolety, to postanowiłam zajrzeć do torebki…Bransoleta była bardzo ładna…ale, kiedy wyciągnęłam kartę z życzeniami, okazało się, iż podpisany na niej jest tylko mój chłopak … do tego nie swoim charakterem pisma … Było mi bardzo przykro…. Jednak najgorsze, było jeszcze przede mną …
    Postanowiłam sytuację wyjaśnić. Zastałam matkę mojego chłopaka w bardzo dobrym zdrowiu (problemów z siedzeniem nie miała żadnych), powiedziała mi wprost, że chce się mnie pozbyć i że to dopiero początek, a swojemu synowi sprzeda niezłą bajkę i on jej uwierzy, a mnie prędzej czy później znienawidzi …Było nie inaczej! Swojemu synowi opowiedziała bajeczkę, że ona tak bardzo chciała bym ja sama podpisała tę kartkę, dlatego mnie tam nie umieściła …. Mój chłopak nie miał sobie nic do zarzucenia. Nie uważał, iż to że nie on kupował bransoletę tylko jego matka ,to jakikolwiek problem. Nie widział nic złego w tym, że skłamał mnie w tej “drobnej” sprawie…. wreszcie bronił swojej matki niczym lew!
    To było pierwsze rozczarowanie z czarnej serii. Wcześniej brałam jego matkę za osobę otwartą, życzliwą, ciepłą … jak można było tak grać? Nigdy wcześniej, ani nigdy później nie spotkałam się z tak wielkim i przebiegłym wyrachowaniem…
    W końcu dopięła swego … rozdzieliła nas …

    Odpowiedz
  • Ligkarolina

    Największe życiowe rozczarowanie dotyka nas wtedy kiedy całą swoja energie, nadzieje, wiarę pokładamy w czymś i nagle czar znika. Często nie możemy pogodzić się z tym co nas spotkało, ale to i tak pół biedy bo niektóre rozczarowania rzutują na naszą samoocenę, postrzeganie siebie. Tak własnie było w moim przypadku. Od lat śpiewałam muzykę gospel i jest ona nadal potwornie bliska mojemu sercu, to ona sprawiła że czułam się sobą, z czymś się utożsamiałam, coś pchało mnie do przodu i było moim motorem do wszelkich działań. Czułam się szczęśliwa i w pewnym sensie spełniona śpiewając w Gospel. Ale i nadszedł czas studiów, czas wyborów, rezygnacji, nowych planów. Ogromna odległość, która dzieliła mnie od domu zmusiła mnie do rezygnacji ze zespołu. Zdawałam sobie sprawę, że tym sposobem kończe pewien rozdział a zaczynam ten drugi. Ten drugi miał być znacznie lepszy… Znalazłam w mieście w którym studiuje jeden taki zespól i wiedziałam że stanowi on pewną moją część. Z niecierpliwością czekałam na nabór gdyż ilość miejsc była ograniczona. Po poł roku oczekiwania, modlenia w końcu ujrzałam komunikat, iż poszukują jednego soprana. Byłam przeszczęsliwa, o mało sie nie rozpłakałam byłam pewna, że moje prośby zostały wysłuchane że to jakiś znak. Jednak okazało się inaczej… Nie przyjęli mnie zw względu na ograniczoną ilość miejsc. Gdybym była wyposażona w dostateczna pewność siebie pewnie już dawno bym o tym nie myslała i próbowała dalej. Ale nie jest tak. Minął prawie rok a ja….. Ja siedze w tej swojej otoczce beznadzieności, utwierdzona w tym że nie jestem wystarczająco dobra.Boje sie próbować czegokolwiek bo po co, żeby jeszcze bardziej utwierdzić sie w tym że to co robiłam nagle straciło sens, że jestem słaba, że istnieje milion innych młodych ludzi, którzy sobie z tym lepiej poradza niz ja sama… Chciałam pokazać że niektóre rozczarowania mogą zmienić nas samych, zwłaszcza tych którzy nie posiadają silnej osobowości. Mój rozdział nadal jest otwarty…Zamknę go wtedy kiedy dotrze do mnie, że świat sie kończy na rozczarowaniu, które odebrałam jako odrzucenie lecz od tego byc może wszystko się zaczyna. Kiedy to nastąpi..nie wiem.

    Odpowiedz
  • Największe życiowe rozczarowanie? Hmm trudny temat. Rozczarowania dotykają nas na każdym kroku, ale wydaje mi się, że wszystkie sytuacje zależą od tego jak na coś patrzymy. Kiedyś wydawało mi się, że największym rozczarowaniem jakie w życiu mnie spotkało była świadomość, że moja własna rodzina nie wierzy w moje możliwości i w to czego mogę dokonać (będąc w liceum podsłuchałam rodzinną rozmowę o tym jak to przecież nie mam szans dostać się na żadne studia i ciekawe czy w ogóle mnie do policealnej szkoły przyjmą. Jednak wzięłam się w garść zmotywowana tą opinią bliskich i udało mi się bez najmniejszego problemu dostać tam gdzie chciałam na Bibliotekoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim). Jednak ten brak wiary u osób tak mi bliskich nie okazał się najgorszy. Największym rozczarowaniem było dla mnie to, że ja sama w siebie nie wierze. Tak bardzo irytowało mnie gdy ktoś nie widział, że mogę dokonać rzeczy wielkich, że mogę stać się kimś, a tak naprawdę przez parę długich lat sama tego nie dostrzegałam. Teraz już wiem, że każdy człowiek może dokonać rzeczy wielkich, pięknych, każdy może spełnić swoje marzenia… ja także. 🙂

    Odpowiedz
  • Medea

    Rozczarowana.. Zostałam bardzo rozczarowana zachowaniem mojej przyjaciółki.. Będąc na studiach nie powiódł mi się egzamin na pierwszym roku no i to niestety sprawiło że zakończyło się moje studiowanie na tej uczelni. Bardzo mnie to przybiło bo myslałam że naprawde umiem i że jakoś sie uda. Wracajac do wynajmowanego mieszkania myslałam jak tu powiedziec rodzinie. Mieszkanie wynajmowałam z przyjaciółka i jej znajoma. Po powrocie powiedziałam im co i jak.. a one zamiast mnie pocieszyc chociaż przez tę chwile nawyzywały na mnie jak sobie teraz poradza skoro ja sie bede musiała wyprowadzic itd.. Było to straszne. Wiem że jakos cos by sie wymysliło, wcale nie wiedziałam jeszcze co zrobie dalej i na tę chwile potrzebowałam jedynie pocieszenia od przyjaciółki.. a tu okazało się inaczej.. Było to jedno z najwiekszych rozczarowań jakie mnie spotkało.. “Przyjaciółka” ostro sie na mnie pogniewała podsumowując że nigdy nie byłysmy przyjaciółkami.. to strasznie zabolało.. Teraz juz po jakims czasie pogodzenia przez reszte paczki sie spotykamy.. Jednak nie umiem juz zaufac tej dziewczynie tak jak wczesniej..

    Odpowiedz
  • Villi

    Największym rozczarowaniem przynajmniej dla mnie jest kiedy sama zawiodę siebie. Takie rozczarowanie boli najbardziej gdy wiesz ze to od Ciebie zależało i przez swoje lenistwo/zaniedbanie/ignorancje tracisz swoją szansę. Choć nie lubię pisać o swoich porażkach, nie należę do tego typu osób…. Parę miesięcy temu starałam się o dostanie na uniwersytet na wymarzony kierunek, mój jedyny cel było zdanie jak najlepiej matury, Zazwyczaj wypełniałam swoje obowiązki, wpadłam w tak zwane złe towarzystwo, które obróciło o 180 stopni moje celem, przez nowych znajomych olałam wszystko … Źle zdałam maturę, o wymarzonej uczelni mogłam zapomnieć, znajomi ze ”złego towarzystwa’ zerwali ze mną kontakt, bez większych wyjaśnień, Dopiero po tym wszystkim zrozumiałam ze rozczarowałam rodziców którzy chcieli bym była wykształconą a przede wszystkim żebym była szczęśliwa. Najgorsze jest to że to jest moja wina, sama siebie skazałam na rozczarowanie…

    Odpowiedz

Napisz komentarz